|
|
24-10-2009"Zniese wszystko" czyli z zapisków sfrustrowanego alkoholika chochliq Któregoś dnia o poranku ze snu wyrwał mnie gwałtowny dzwonek telefonu. Gdy udało mi się doczołgać do aparatu, pełen niepokoju, usłyszałem niesamowitą ofertę zakupu filtrów do wody. Zgrzytnąłem złośliwie zębami i z ulgą odłożyłem słuchawkę. Nie chciałem być nieuprzejmy, ale ludzie z telemarketingu nie znają litości. Za wszelką cenę usiłują wciągnąć mnie w rozmowę, której sobie nie życzę. Powróciłem z radością do mojego ciepłego legowiska, gdy… stało się… Resztki snu zostały bezpowrotnie stracone. Rozpierzchły się gdzieś pomiędzy telefonem, a tapczanem. Rad, nie rad zwlokłem umęczone ciało do łazienki i zająłem się czynnościami, które każdy z nas wykonuje o poranku. Gdy już na dobre zająłem się swoimi sprawami telefon dał znać o sobie ponownie. Tym razem szczebiocząca pani z radością wyznawała mi, że moje kłopoty z kręgosłupem niebawem się zakończą. Kiedy odparłem, że mój kręgosłup jest dzięki Bogu w dobrym stanie, pani nie zbita z tropu zaoferowała mi udział w prezentacji specjalnego, podobno nigdzie nie do dostania, gorsetu. Pomyślałem przez chwilę, że taki gorset byłby może i niezły, bowiem od lat walczę z nadwagą, i nieopatrznie odezwałem się do słuchawki, co umożliwiło pani podjęcie kolejnej fali ataków, tym razem opierających się na wizji zniekształcenia kręgosłupa po wpływem zbyt dużej wagi. Nadciągający do mojej głowy potok słów stał się na tyle natarczywy, że postanowiłem dać odpór potwornym wizjom kalectwa wślizgującym się do mojego mózgu i z wysiłkiem wystękałem do mikrofonu, że jestem alkoholikiem i chcę przede wszystkim spokoju. Nagła cisza jaka zapadła w słuchawce po moim oświadczeniu zaskoczyła mnie. Już wydawało mi się, że cieniutki głosik zniknie na zawsze z mojego życia, gdy słuchawka chrząknęła znienacka proponując mi zestaw korkociągów ze stali szlachetnej…
Rozjuszony cisnąłem słuchawką na widełki. Pomyślałem, że taki właśnie jest odbiór chorego na alkoholizm w normalnym świecie. W tym konkretnym wypadku skojarzyłem się pani z butelką, a jedynym towarem jaki w jej opinii mógł mnie zainteresować był zestaw do ich otwierania. Jęknąłem z bezsilności. Ludzie myślą po prostu, że alkoholicy to osoby, które muszą pić alkohol, więc sprzedając im korkociągi niosą pomoc spragnionym. Przymus picia pojawia się rzecz jasna w pewnej fazie rozwoju choroby i pewnie jest związany z natrętnymi myślami dotyczącymi alkoholu, ale ktoś kiedyś powiedział, że każda półprawda jest całkowitym kłamstwem. Podobnie jest i w tym przypadku. Ludzie nie wiedzą, że niepijący alkoholik ze wszystkich sił unika możliwości zapicia, a nie odwrotnie.
Zły na cały świat zająłem się swoimi sprawami, gdy wczesnym popołudniem telefon odezwał się raz jeszcze. Tym razem bank proponował mi niebywałą okazję. Nawet w pierwszej chwili ucieszyłem się, że podarowany zostanie mi mój dług wobec tej instytucji, zwany powszechnie debetem, ale nic z tego. Pan zaproponował mi nowy kredyt, którym – jak przytomnie zauważył – mógłbym pokryć ów niepokojący mnie debet. W pierwszej chwili nie wiedziałem czy ów jegomość żartuje, czy naprawdę ma mnie za durnia. Okazało się, że naprawdę ma…
Postanowiłem wobec tego sprawdzić, czy alkoholik także może liczyć na kredyt, bo nigdy nie wiadomo czy nie zechce kupić hurtowej ilości alkoholu, co pan ze spokojem skwitował stwierdzeniem, że transakcja będzie ubezpieczona, więc nie ma się co martwić na przyszłość. Zdruzgotany odłożyłem słuchawkę i poczułem, że jestem w stanie, który niewątpliwie zaczyna sprzyjać sięgnięciu po butelczynę. Miałbym już korkociągi ze szlachetnej stali, filtry przerabiające kranówę we wspaniałej jakości zapitkę, ochotę i co najważniejsze odpowiedni zastrzyk gotówki. No nic tylko ponownie rzucić się w wir alkoholowego szaleństwa. Zniese wszystko pomyślałem odganiając głupie myśli, gdy w drzwiach wejściowych pojawił się akwizytor oferujący zestaw do drinków w niewiarygodnie atrakcyjnej cenie, dorzucając jeszcze „dwuczęściowy shaker bostoński” wraz z kompletem składanych kieliszków turystycznych…
13-10-2009"Zniese wszystko" czyli z zapisków sfrustrowanego alkoholika chochliq Wczoraj jechałem autobusem komunikacji miejskiej. To jakże silne – niemal traumatyczne przeżycie nie pozostało bez wpływu na mój spokój i opanowanie.
30-09-2009"Zniese wszystko" czyli z zapisków sfrustrowanego alkoholika chochliq Dzisiaj chłopaki rozpoczęli remont parkingu pod moimi oknami. Na początku nie wiedziałem o co chodzi gdy w okolicach szóstej rano brygada rozpoczęła rozkładać swój sprzęt rzucając łopaty, szpadle, kilofy i łomy z impetem na bruk. Hałasowali tak bardzo, że pod tym względem przebili nawet moją głuchą sąsiadkę zastępującą o poranku kościelne dzwony transmisją mszy w telewizji "Trwam".
22-09-2009NOWY CYKL: "Zniese wszystko" czyli z zapisków sfrustrowanego alkoholika chochliq Któregoś dnia, podczas minionych wakacji, wracałem sobie z wizyty u znajomych pociągiem relacji Zakopane – Częstochowa. Ze zdumieniem spostrzegłem, że niektóre pośpieszne - nazywane dla zmylenia korzystających z ich usług pasażerów pociągami Inter Regio, są niczym więcej tylko pojedynczymi składami wypiętymi ze znanych nam wszystkim pociągów podmiejskich.
|